Plener malarski Kurozwęki 2011

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Mam wielki pociąg do PKP J Pociągi jadą na przód, a PKP stoi w miejscu.
Pierwsze koty za płoty, ale wspomnienia zostają.
W tym roku na plenery ruszyłam w towarzystwie pociągu. Z walizką, blejtramami, paletą, koszykiem wiklinowym pełnym farb i pędzli, udałam się ku przygodzie malarsko-plenerowej do Kurozwęk.
Dziś już w domu, po dwóch niezapomnianych, fantastycznych plenerach. Pełna wrażeń i wspomnień z ołówkiem w ręku szkicuję scenki, które ciągle w mych myślach kłębią się nachalnie.
Zwariowana Kasia ze swoim „Jedynym” Cyprianem przybyli na plener pięknym czarnym autkiem. Urocza Nela Nelip z koszem wypełnionym tubkami farb, zakwaterowana z przemiłą Asiulą. W czerwonej bluzeczce Karmen z uśmiechem na twarzy, spóźniona troszkę, witała już malujących plenerowiczów. Fantastyczne dziewczyny Kama z Ulą dzielące ze mną pokój. No i niesamowita atmosfera, którą stworzył Norbert komisarz pleneru.
Pierwszego dnia gromadą poszliśmy do miejscowego sklepiku. Oczywiście jak to gromadą łatwiej przychodzi robienie drak, żartów i hec. Rozsiedliśmy się pod sklepowym „Koralem” /czytaj parasolem/….. no i …. Miło spędziliśmy czas. Poznaliśmy bardzo miłego i sympatycznego Pana Prezesa jakiegoś klubu czy stowarzyszenia. Zaczepki nasze nie spłoszyły go, wręcz przeciwnie bardzo chętnie wdał się w dyskusję. Było wesoło, bardzo wesoło. Powiedziałabym nawet, że byliśmy atrakcją dla miejscowych J
Otoczyło nas pełno gapiów i stojących pod sklepem lumpów. Wsłuchiwali się w nasze dysputy. Zaciekawieni z otwartymi ustami czekali na następne wydarzenia.
Kolejne dni równie atrakcyjne minęły miło, twórczo i bardzo szybko. Nie wiem kiedy a już przed nami stanął w drzwiach ostatni dzień pleneru.
Po wernisażu, Nela spakowała mnie i resztę majdanu /czyli 3 walizki, 4 walizeczki, koszyczki, blejtramy, obrazy…./ do swojego auta i ruszyłyśmy ścieżkami  kościołów. Pokazała mi  między innymi Klasztor pokamedulski „Pustelnia Złotego Lasu” w Rytwianach z XVII w. i niezapomniany, bajkowy Szydłów otoczony piaskowym obronnym murem z każdej strony. Istniały onegdaj trzy bramy strzegące dostępu do grodu, w którym zbiegały się trzy trakty. Dziś pozostała tylko jedna – Krakowska.
Po drodze nie mogłyśmy się oprzeć zrobieniu fotek biało-czarnym boćkom i kłaniającym się nam pachnącym malwom.
Pełne wrażeń przybyłyśmy do Katowic. Gościłam u Neli w osobistej pracowni. Wymarzona dla każdego artysty, z narożnym owalnym balkonem pełnym kwiatów. Klimat jaki tam panował w każdym skrawku tego pomieszczenia wzbudzał ogromne wrażenie. Wiszące obrazy cieszyły me oczy. Na półkach setki farb w towarzystwie przeróżnych pędzli zapraszały do malowania. Klimatyczna, kolorowa i tańcząca pracownia, umieszczona na ostatnim piętrze robiła wrażenie innego świata. Zwykły katowicki blok zamienił się w jednej chwili w szlachetną kamienicę, a ja przeniosłam się do innej epoki, do epoki marzeń i snów.
…….
 Po przepysznym obiedzie w domu Neli dotarłyśmy na dworzec. Pociąg z Krakowa przejeżdżający przez Katowice by dotrzeć do Szczecina, wtargnął na tory. Zatrzęsła się ziemia i wiatr wpadł we włosy. Wagony pomykały coraz wolniej, a ja z Nelą szukałam w oknach wagonu już jadącej tam Marioli Krakowianki. Niestety nasz wzrok nie objął tak długiej ciuchci. Tłum spiesznie ruszył by zająć czym prędzej siedzące miejsca. Nie znalazłam Marioli więc weszłam do pierwszego lepszego wagonu klasy 2. Okazało się, że Mariola jest na drugim końcu pociągu. W wagonach ogrom ludzi. Niestety przez ten tłum nie mogłam się przebić do czekającej koleżanki. Konduktor już drzwi zamykał, a ja zdecydowałam się wysiąść i przejść przez peron do ostatniego wagonu.  Nie było szans. Już po gwizdku. Mój bilet był w ostatnim wagonie u Marioli w kieszeni, która zakupiła go w Krakowie. Przekonałam konduktora i tak znalazłam się w uściskach z Mariolą, której nie widziałam wieki.
Tym razem również nie obyło się bez wrażeń. Zmieniając wagon walizka rozsypała mi się i wszystkie rzeczy wypadły turlając się we wszystkie strony świata. Z koszyczka rozsypały się pędzle i farby jakby nie mogły się doczekać malowania. Z głośnym śmiechem zaczęłyśmy śpiesznie zbierać klamoty. Pomachałyśmy z okna oddalającej się Neli, aż w końcu dotarłyśmy do przedziału.
I tak ruszyłyśmy na kolejną przygodę z malarstwem.cd… Plenerowo Mi II – Goleniów
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s